Owszem, rozległy się protesty. Zabrał głos konserwator, a "Gazeta Stołeczna" opisała sprawę na pierwszej stronie. Cóż z tego? Cenniejsze zabytki poszły ostatnio pod topór.

Fabryka Szpotańskiego to pamiątka z czasów, gdy Kamionek był warszawską Doliną Krzemową, działały zakłady optyczne, elektrotechniczne i zbrojeniowe - ówczesny high-tech - jak również warsztaty rymarskie (bo siodło stanowiło jeszcze podstawowe wyposażenie armii).

Po prostu wielki dom z szarej cegły. Po 80 latach wciąż czujemy chłodny namysł, który stał za decyzjami projektanta. Widać, że inwestor liczył złotówki. Nie popisywał się. Nie puszył. Nie wyrzucał pieniędzy na kolumnady lub imperialne wnętrza. Wybrał czysty funkcjonalizm. Jednak budynek miał swój ciężar i charakter. A także starannie przemyślany surowy detal.

Ślepe elewacje ozdobiono pionowymi pasami. Płyciny z rzędami cegieł sprawiły, że płaska ściana ożyła, rozpoczęła codzienne gry ze światłem i cieniem.
Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej