M. zawsze nosi na serdecznym palcu prawej dłoni złoty pierścionek z czterema koncentrycznie zmniejszającymi się kółeczkami zwieńczonymi zieloną półkulą kamienia. Dostała go od babci na 18. urodziny. - Babcia zamówiła ten pierścionek u jubilera dawno temu, za swoje pierwsze zarobione pieniądze - opowiada M. - Wręczając mi go, powiedziała, że ma sprawić, bym była niezależną, samodzielną kobietą.

Dlatego M. za swoją pierwszą pensję też zamówiła pierścionek dla swojej wnuczki, którą ma nadzieję kiedyś mieć: - Kobietom daje się tylko pierścionki zaręczynowe i obrączki, które przecież są symbolem zależności. Tymczasem taki prezent podarowany po to, żeby kobieta pamiętała o sobie, wydaje mi się czymś niezwykłym.

Zbędna, droga, niepraktyczna, efektowna. Wyzwalająca próżność i chciwość. Ale nie tylko. To właśnie biżuteria jest tym szczególnym przedmiotem, który przechowuje nasze uczucia.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej