Ewa Wołkanowska-Kołodziej: Kiedy przestał pan być zwyczajny?

Paweł Krzyworzeka: Cztery lata temu. W ciągu jednego dnia ze zwyczajnego doktora Pawła Krzyworzeki stałem się "laureatem prestiżowej nagrody".

I co?

- Ludzie zaczęli mnie inaczej traktować. Wyjechałem na roczne stypendium do USA. Przed świętami odwiedziłem uniwersytet w Detroit, gdzie odbywało się akurat przyjęcie bożonarodzeniowe. Amerykanie zrobili ze mnie główną atrakcję wieczoru. Przedstawiano mnie mniej więcej tak: "To jest Paweł z Polski, ale tak naprawdę to zdobywca Fulbright Advanced Research Award". Po raz pierwszy w życiu ktoś aż tak mnie słuchał. Czułem, że jestem mądrzejszy, że ludzie bardziej śmieją się z moich dowcipów. Podeszli do mnie studenci i nieśmiało zapytali: "Może po przyjęciu porozmawiasz z nami przy piwie? Teraz wszyscy profesorowie zabiegają o twoją uwagę, więc nie mamy szans". Nigdy nie postrzegałem siebie jako kogoś, kto może być atrakcją dla profesorów z amerykańskiego uniwersytetu.

Wiedzieli, że jest pan dobrym naukowcem.

- Nie, wiedzieli tylko, że dostałem nagrodę. Nikt z nich nie miał pojęcia, co sobą reprezentuję intelektualnie. Wtedy naukowo zajmowałem się wykorzystywaniem etnografii w biznesie, ale po tym przyjęciu postanowiłem skupić się na badaniu nagród. Co jakiś czas w prasie polskiej pojawiają się doniesienia, że jakaś nagroda jest "nierzetelna" czy "kupiona". A ja uważam, że nawet gdyby wszystkie były "rzetelne", sama idea współczesnych nagród jest szkodliwa.

Dlaczego?

- Bo są substytutem jakości. Zastępują wysiłek samodzielnego sprawdzenia, co za czymś stoi. Każdego roku na świecie przyznawanych jest więcej nagród filmowych niż powstaje filmów. Nagrody pączkują i obejmują coraz więcej branż. Np. na kieleckich targach NECROEXPO nagradzani są producenci stołów do sekcji czy karawanów. Chociaż i tak daleko nam do nagród The Good Funeral Awards. Osoby zajmujące się przygotowaniem ciał do pogrzebu mogą zostać wyróżnione tytułem Balsamista Roku. Jest też kategoria Grabarz Roku, Dyrektor Finansowy Roku i Cmentarz Roku. Mają nawet swoje statuetki.

Za publiczne pieniądze dyrektorzy szpitali, wójtowie, burmistrzowie i prezydenci kupują sobie Perły, Orły i Rzetelne Samorządy



Nie chcę wiedzieć, jak wyglądają...

- Tak, są dość tandetne - małe trumienki wyplecione z wikliny. Wydawnictwo Gale w Stanach co roku wydaje katalog "Awards, Honors and Prizes" z listą 16 tys. najważniejszych amerykańskich nagród z różnych dziedzin.

Dla kogo?

- Dla ludzi i organizacji, którzy chcą zdobyć jakąś nagrodę.

Śmieszne.

- Praktyczne. Taki katalog przydaje się osobom rekrutującym pracowników. Dostajesz CV, w którym kandydat chwali się nagrodą, o której nic nie wiesz. Sięgasz więc po katalog i sprawdzasz, czy jest ona na liście tych 16 tys. najważniejszych. Ja przyglądam się głównie biznesowym, więc na potrzeby swoich badań stworzyłem katalog nagród przyznawanych 30 największym spółkom giełdowym w Polsce. Jak pani myśli, ile jest nagród, którymi te spółki chwalą się na swoich stronach czy w raportach rocznych?
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej