Ewa Siedlecka: Nie buntował się pan w młodości, chodzi pan w garniturze, a "Rzeczpospolita" zatytułowała pana sylwetkę "Che Guevara z korporacji".

Adam Bodnar: Kompletnie to do mnie nie pasuje. Bardzo mi daleko do człowieka, który wprowadzał ustrój totalitarny. A także do pomysłu, żeby jakiekolwiek zmiany wprowadzać metodą rewolucji. Jak słyszę o "rozwalaniu systemu" albo że "trzeba prawo napisać od nowa" - to dla mnie jest to horrendum. Mam głęboką wiarę w potrzebę istnienia porządku prawnego.
Pozostało 98% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej