Ewa Siedlecka: Nie buntował się pan w młodości, chodzi pan w garniturze, a "Rzeczpospolita" zatytułowała pana sylwetkę "Che Guevara z korporacji".

Adam Bodnar: Kompletnie to do mnie nie pasuje. Bardzo mi daleko do człowieka, który wprowadzał ustrój totalitarny. A także do pomysłu, żeby jakiekolwiek zmiany wprowadzać metodą rewolucji. Jak słyszę o "rozwalaniu systemu" albo że "trzeba prawo napisać od nowa" - to dla mnie jest to horrendum. Mam głęboką wiarę w potrzebę istnienia porządku prawnego. Prawo, jego fundamenty - to setki lat tradycji. Chcę zmieniać to, co w nim źle działa, ale metodami demokratycznymi. Trzeba poprawiać, dostrajać do zmieniających się warunków, a nie obalać.

Kukiz chce rozwalić sitwę



Ale poglądy ma pan lewicowe?

- To zależy, co uznać za lewicowość. Np. uważam się za patriotę. Wzruszam się, oglądając film "Miasto 44". Tak jak mój konserwatywny rówieśnik i kolega z wydziału Michał Królikowski [ wywiad w "Wyborczej" z 1 lipca ] wychowałem się na "Ogniem i mieczem" i stawiam się na wezwanie, gdy ojczyzna w potrzebie.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej