Teresa ma 27 lat, czwórkę dzieci i chłopaka, który ją katuje. Próbowała się już powiesić, zastrzelić, utopić. Za każdym razem ją odratowywano. Jej historia nikogo specjalnie nie wzrusza. Tu każdy zna przynajmniej jedną osobę, która popełniła samobójstwo.

Prowincja Nunavut, osada Repulse Bay - to wszystko brzmi jak z Curwooda. Ale Repulse Bay poza działającą na wyobraźnię nazwą ma niewiele wspólnego z romantyzmem pionierów kanadyjskiej Północy. Poczta, lotnisko, sklep. Niespełna tysiąc mieszkańców, w większości dzieci. Albo prawie dzieci. Inuici, kiedyś nazywani Eskimosami, zostają rodzicami w wieku 15-16 lat.

Tym, co wyróżnia Nunavut, jest statystyka: co najmniej 45 samobójców w jednym tylko 2013 roku. I 177 między rokiem 1999 (wtedy wydzielono inuicki region z Terytoriów Północno-Zachodnich) a 2005. Jak wynika z badań dr. Jacka Hicksa, który od lat zajmuje się tym regionem, wskaźnik samobójstw jest tu 13-krotnie wyższy niż w pozostałych prowincjach Kanady.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej