Niedobrze jest siać panikę, ale równie niedobre jest myślenie, które od dziesięcioleci napędza politykę Zachodu wobec Rosji. Może więc warto się zastanowić, jak wyglądałby świat, w którym to my przegrywamy, a Władimir Putin dostaje to, czego chce.

Po pierwsze, skoro poprosiliśmy Ukrainę, czyli naszego najsłabszego sojusznika, żeby ponosiła największy ciężar obecnego kryzysu bezpieczeństwa, nie powinniśmy się dziwić, że w końcu pod tym ciężarem pada. Zmęczeni wojną Ukraińcy buntują się przeciwko uciążliwościom wynikającym z reform, a Rosja skwapliwie po wszystkim sprząta.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej