Na okładce grudniowego numeru litewskiego tygodnika "Veidas" był koń. Na koniu Piłsudski. Tematem numeru zaś pytanie: "Stępem ku autonomii?". Od redakcji: "Władze litewskie ignorują fakt, iż ktoś wpływowy spoza granic Litwy może poprzeć utworzenie polskiej autonomii na Wileńszczyźnie".

W obszernym tekście "Dlaczego Polacy z Wileńszczyzny głosują na swoich postsowieckich >> narodowców <<" dziennikarka "Veidasa" opisuje cztery dni, które spędziła w rejonie wileńskim i solecznickim. Mieszkają tam głównie Polacy, więc czuła się "jak w delegacji za granicą". Z miejscowym rozmawiała o problemach dnia codziennego. Polacy narzekali, że nie mają pracy i pieniędzy. O dążeniu do autonomii w ogóle nie wspominali.

Dziennikarka poprosiła o wypowiedź na temat polskiej autonomii politologa Gediminasa Kazenasa. Odpowiedział, że "nie sądzi, by którykolwiek kraj Unii Europejskiej mógł mieć taki plan wobec swojego sąsiada". Poszła też do prezydent Litwy Dalii Grybauskaite, by dowiedzieć się, jakie jest prawdopodobieństwo, że w Warszawie do władzy dojdą ludzie, którzy poprą autonomię Wileńszczyzny, a wtedy Litwa będzie miała "swój własny Donieck". Doradczyni pani prezydent w jej imieniu odparła: "Bez komentarza". Dodała jednak: "Musimy się zjednoczyć, bo i czasy mamy niespokojne, i sąsiadów, którym silna Litwa jest nie na rękę". Ale nie miała na myśli Polski.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej