Wojskowi już nie mówią "zabiliśmy wroga", tylko "zneutralizowaliśmy cel", nie ma "wojen", są "konflikty zbrojne", nie ma "mordów", są "czystki etniczne". Angela Merkel o wojnie na Ukrainie powiedziała, że "występuje intensyfikacja obecności wrogiego wojska na pograniczu". To dość cyniczne sformułowanie.

***

Po co zmieniamy język? Na ile jest to świadome? Myślę, że w dużej mierze może być świadome, żeby osłabić poczucie winy wynikające z nazywania rzeczy po imieniu. To osłabienie jest konieczne do prowadzenia biznesu i polityki. Żyjemy w świecie zbyt uwikłanym, w którym przenikają się interesy społeczne, polityczne i ekonomiczne, żeby można było nazywać rzeczy po imieniu. To musiałoby doprowadzić do radykalnych decyzji, których wielu polityków nie chce. Łącznie z obywatelami, bo gdyby przejść od języka wojny do języka gospodarki, to właściwie nikt już nie mówi o wyzysku.
Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej