" Okupacja, której nie było ": to główne przesłanie Adama Leszczyńskiego w rocznicę wejścia sowieckich Rosjan i ich polskich komunistycznych sprzymierzeńców do Warszawy w styczniu 1945 roku. Publicysta i historyk mówi o "półwyzwoleniu", zdecydowanie odróżniając nowy porządek od barbarzyńskich dokonań hitlerowców.

Pobudki autora, by nie emocjonować się historią w rozgorączkowanym, prawicowym stylu, a już zwłaszcza zagadnieniem, która okupacja - czy hitlerowska, czy sowiecka - była cięższa, gorsza i bardziej zbrodnicza, wydają się całkowicie zrozumiałe. Ale przyjęta przezeń metoda udowadniania, że żadnej okupacji sowieckiej nie było, wydaje się zadziwiająca.

Już suche zestawienie przez Leszczyńskiego liczb ofiar reżimów hitlerowskiego i komunistycznego każe się zastanawiać, ile osób musi zginąć z ręki najeźdźców i ich namiestników, by móc zacząć mówić o okupacji? Jeśli 30 tysięcy ofiar komunizmu w Polsce w stosunku do 6 milionów żyć straconych za Hitlera to za mało, można przyjąć, że i za naszą wschodnią granicą nie doszło do żadnej okupacji.
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej