Autorka jest dziennikarką "Gazety Wyborczej". Napisała m.in. "Farby wodne", a ostatnio wydała "Pierony" (z Dariuszem Kortką)

Z wojny do rodzinnego domu w Żywcu Wilhelm Brasse dotarł 9 lipca 1946 roku. Wkrótce się ożenił z piękną Stanisławą. Myślał o powrocie do fachu fotografa, więc od żołnierzy radzieckich kupił niezły aparat Kodak Retina, ale nic z tego nie wyszło. Pojawił się inny pomysł - produkcja z papieru i żelatyny sztucznych osłonek do kiełbas. Małżonkowie Brasse przez wiele lat dostarczali je masarniom. Dobry interes, pozwalał spokojnie wychowywać syna i córkę, podróżować z przyczepą kempingową po Europie Zachodniej, cieszyć się życiem towarzyskim. W samo południe kawiarnia, zawsze ten sam stolik. Wilhelm Brasse - pogodny, z przedwojenną kindersztubą - omawia sytuację polityczną z mieszczańską żywiecką śmietanką.

Stanisława długo nie miała pojęcia, że Wilhelm zna niemiecki. Zorientowała się przypadkiem w czasie wycieczki do Krakowa, kiedy mąż pomógł turyście z Niemiec.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej