Komentarz Adama Michnika: Dobrzy Polacy patrzą na getto


Od kilkudziesięciu lat nie ma już Żydów w Polsce i choćby ta ich fizyczna nieobecność plasuje kwestię "Żydzi jako polski problem" w sferze duchowej. Od zakończenia II wojny światowej - a już na pewno od końca lat 40., kiedy wielka fala emigracyjna ostatków ocalałej z Zagłady ludności żydowskiej wyjechała z Polski - Żydzi nie stanowią dla Polaków problemu w sensie gospodarczym, demograficznym, zawodowym czy w jakimkolwiek innym materialnym wymiarze życia społecznego. Żydzi jako polski problem - jako polski problem duchowy - to innymi słowami postawione pytanie o polski antysemityzm, bo w polskiej duchowości sensu largo Żyd inaczej niż jako upostaciowanie zła nie funkcjonuje.

Z jednej strony nie ma w tym zagadnieniu nic specjalnie oryginalnego. Dopóki Żydzi europejscy nie zostali wymordowani, wszędzie w obszarze tradycji chrześcijańskiej, w całej Europie, antysemityzm był normą, zjawiskiem wyrażanym na wiele sposobów w programach partii politycznych i ruchów społecznych, w nauczaniu Kościołów, w praktyce rozmaitych instytucji, nie wyłączając, od lat 30., również państwa - co już jednak było odejściem od ważnego korzenia tożsamości europejskiej: oświeceniowego ideału równości obywatelskiej.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej