Wyglądał bardziej jak komandos niż biznesmen. Prawie dwa metry wzrostu, jasnoniebieskie, przenikliwe oczy, wygolone skronie i kark.

Należał do pierwszego pokolenia polskich miliarderów, którzy stworzyli gigantyczne fortuny z niczego. Zbił majątek na budowie systemu komputerowego dla ZUS. Chciał stworzyć globalne imperium. Wycofał się z informatyki, ogarnęła go gorączka ropy. Zaczął wiercić w jej poszukiwaniu w Kazachstanie i Rosji. Miał za sobą twardą szkołę agresywnego polskiego kapitalizmu, ale na Wschodzie połamał sobie zęby.

W 1998 roku magazyn "Forbes" szacował majątek Krauzego na 230 mln dolarów i umieścił go, jako jednego z pierwszych Polaków, na liście najbogatszych ludzi świata. Dziesięć lat później miał 1,3 mld dolarów. W 2014 roku pozostało mu 130 mln dolarów.

Mógłby kontynuować karierę, ma 58 lat. Dziś jednak nie da się już robić interesów jak po 1989 roku...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.