Gdy rosyjskie konwoje kontynuują inwazję na Ukrainie, Władimir Putin na dobre wziął się do przywracania dobrego imienia sojuszowi Hitlera i Stalina, który zapoczątkował drugą wojnę światową. Przemawiając w Muzeum Współczesnej Historii Rosji, stwierdził: "Związek Radziecki zawarł z Niemcami pakt o nieagresji. Mówią o nim: >>Och, jakie to było złe<<. Ale co właściwie było w tym złego, skoro ZSRR w ogóle nie chciał walczyć? No cóż w tym takiego złego?".

W rzeczywistości Stalin chciał walczyć. A pakt Ribbentrop-Mołotow z 1939 r. zawierał tajny protokół, który podzielił Europę Wschodnią między Hitlera a Stalina. Doprowadziło to w kolejnym miesiącu do niemiecko-sowieckiej inwazji na Polskę.

Mówiąc o dobrej polityce zagranicznej, Putin nie tylko naruszył wieloletnie sowieckie tabu, ale zmienił też nawet własne stanowisko, zgodnie z którym pakt do tej pory był "niemoralny". O co może mu chodzić? Co jest takiego w tamtym zbliżeniu z nazistowskimi Niemcami, co tak bardzo przemawia dziś do rosyjskiego przywódcy?
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej