Korespondent holenderskich mediów w Europie Środkowej.

D at kan ons niet gebeuren" - "Nam to się nie może przytrafić". Książka o takim tytule stała u moich rodziców na regale. Jako dziecko często wertowałem bogato ilustrowany album o stosunku Holendrów do hitlerowskich Niemiec.

Z tekstu pamiętam niewiele, ale jedno zdjęcie widzę jak dziś: holenderska kobieta rozdaje zupę chłopcom z Wehrmachtu - przecież nie z własnego wyboru przyszli tu wojować. Kontrapunkt dla Grebbeberg, gdzie ponad 400 holenderskich żołnierzy zginęło w nierównej walce z najeźdźcami.

Większość Holendrów nie wierzyła, że ich mały, uporządkowany świat jest zagrożony. Łudzono się, że uda się utrzymać neutralność, tak jak w czasie I wojny światowej.

Holendrzy nie potrafili się pozbierać, kiedy historia zapukała do drzwi w maju 1940 roku.

***

A teraz znów zapukała. 17 lipca. Może nie tak mocno jak wtedy, ale jednak - z 298 pasażerów lotu MH17 196 było Holendrami.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej