Przez ostatnie lata rynek fitnessu zmienił się całkowicie. Wszystko za sprawą kart MultiSport Plus wydawanych przez Benefit Systems - kawałek plastiku jest przepustką na basen, siłownię, lekcje tańca albo jogi - wszędzie tam, gdzie Benefit ma podpisaną umowę ze szkołami i klubami, a takich partnerów ma około 4 tys. w całym kraju. Czasami nawet 90 proc. klientów klubu tańca czy fitness przychodzi na zajęcia z wydawaną przez Benefit kartą. Bez takich klientów wiele klubów nie przeżyłoby miesiąca. Są też inne firmy działające na takiej zasadzie jak Benefit, ale są od niego znacznie mniejsze.

Zasady działania karty są bardzo wygodne. Nie trzeba kupować karnetu na jedne zajęcia. Można w nich dowolnie przebierać, podejmując w ostatniej chwili decyzję, czy idziemy na basen, siłownię, taniec czy jogę. Kartę dostajemy od pracodawcy, który nabywa ją od Benefitu i miesięcznie potrąca zatrudnionym z pensji opłatę za luksus posiadania abonamentu w ośrodkach sportowych zwykle grubo poniżej stu złotych. Jest warunek - firma musi zatrudniać przynajmniej 20 pracowników. Pieniądze na karty płyną z dwóch źródeł - z zakładowego funduszu socjalnego i ze środków obrotowych firmy.
Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej