Tytuł jest mało zachęcający: "Kooperatyzm, spółdzielczość, demokracja". Na okładce mały rysunek przedstawiający trzech muskularnych robotników popychających przed sobą kulę ziemską - przedwojenne logo Związku Spółdzielni Spożywców "Społem".

Pokazałem książkę dwudziestolatkom.

Żadne z nich nie było mi w stanie powiedzieć, czym naprawdę jest spółdzielnia. Studiujący biznes wiedział dużo o spółkach akcyjnych i komandytowych, ale o spółdzielniach nikt go nie uczył. Wiedział, że istnieją, ale nie bardzo wiedział po co. - Po co zakładać spółdzielnię, skoro można mieć własną firmę? - zapytał.

***

Od końca XIX w. do II wojny światowej spółdzielczość była w Polsce potężnym ruchem społecznym. W 1938 r. działało aż 5,6 tys. spółdzielni oszczędnościowo-kredytowych oraz 1,4 tys. mleczarni. Hurtownia związkowej spółdzielczości Społem była największym handlowym przedsiębiorcą w II RP - w 1937 r. miała 60 filii w całym kraju i 1,2 tys. pracowników. W 1938 r. Społem obsługiwało 15 proc. obrotu zapałkami, 10 proc. - solą, 10 proc. - ryżem, 5 proc. - herbatą i cukrem.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej