TOMASZ ULANOWSKI: Jaki sens ma na wojnie tak niepraktyczne okrucieństwo jak obcinanie głów, fotografowanie się przy zwłokach, upokarzanie jeńców pędzonych przez miasto?

PROF. BOGUSŁAW PAWŁOWSKI: To trofea. Takie jak kiedyś zbierali łowcy głów czy skalpów. Pokażmy wszystkim, co zrobiliśmy, żeby wiedzieli, jacy jesteśmy straszni, że jesteśmy panami sytuacji. Typowe zachowanie na pokaz, dowód popełnionego czynu. Kiedyś tylko nie robiono sobie z nimi zdjęć i nie zamieszczano na Facebooku.

Ich widok wywołuje u mnie natychmiastową agresję. W ogóle bojowy się zrobiłem ostatnio. Pan też?

- Nie, bo byłem na wakacjach i miałem ograniczony dostęp do informacji o tym, co się dzieje na Ukrainie, w Izraelu czy generalnie na świecie. Kiedyś ludzie dowiadywali się o konfliktach z dużym opóźnieniem, a przekaz był nierzadko zniekształcony. Dzisiaj codziennie jesteśmy bombardowani informacjami o przemocy. Trudno od tego uciec i pozostać obojętnym. To naturalne, że wojenne obrazy wywołują niepokój i napięcie.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej