Prawo ma dwa zadania gwarancyjne. Ma czynić przyszłość bardziej przewidywalną, a zarazem powinno nakładać wędzidło, by ograniczyć naturalną skłonność każdej władzy do tego, aby działać siłą, bez oglądania się na słabszych.

Dotyczy to także stosunków między państwem i Kościołem katolickim. Tron i Ołtarz mają władzę na tym samym terytorium, tedy muszą ją jakoś między sobą podzielić i rozgraniczyć. A że działają władczo wobec tych samych ludzi - obywateli i wyznawców - prawo nie tylko powinno rozdzielić władzę państwa i Kościoła, ale też dawać gwarancję, że zarówno Tron, jak i Ołtarz nie dokonają uzurpacji. Ani wobec siebie, ani wobec jednostek.

Po ćwierćwieczu od wielkiej zmiany politycznej ani stabilizacja, ani powściągnięcie władzy, zarówno świeckiej, jak i kościelnej - co było założeniem i nadzieją porządkowania relacji państwo - Kościół po 1988 r. - nie zostały osiągnięte.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej