Aleksandra Szyłło: Co roku dziesiątki zdolnych, pięknych i młodych kończą wydziały aktorskie i większość nie ma pracy. Co spowodowało, że właśnie Żebrowski odniósł sukces?

Michał Żebrowski: Podobno do dziś w Akademii Teatralnej wspomina się nasz rocznik jako legendarny. Być może dlatego, że jako pierwsi w historii warszawskiej PWST całym rokiem zbuntowaliśmy się przeciw fuksówce, czyli takiej niemalże wojskowej fali, która wtedy trwała przez prawie cały pierwszy semestr.

Najbardziej sfrustrowani studenci ze starszych lat wyżywali się, każąc stać nam na nocnych apelach w pozycji "baczność" czy biegać po wódkę do nocnego. Postawiliśmy się już w październiku, bo szkoda nam było czasu i energii. Chcieliśmy po prostu się uczyć! I to był chyba szok, postawa bez precedensu. Studenci starszych lat mówili nam, że właśnie zgotowaliśmy sobie zawodową śmierć. Że środowisko nas odrzuci, nikt nigdy nie da nam żadnego angażu. Ale na szczęście opiekunami naszego roku byli Anna Seniuk i Mariusz Benoit. Po latach myślę, że po cichu nas wspierali. O naszym buncie napisała nawet ''Wyborcza'', co dodatkowo nas uskrzydliło. Ale najważniejszym skutkiem buntu było to, że bardzo się zjednoczyliśmy. Rozpoczynaliśmy studia w grupie 28 osób, a kończyliśmy już tylko w 12. Wszystkim, którzy nie byli gotowi do harówy, podziękowano.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej