Agnieszka Jucewicz. ''Wysokie Obcasy'': Pani życie wyglądało jak urzeczywistnienie amerykańskiego snu: była pani menedżerką w firmie projektującej strony internetowe, miała pani dom w Kalifornii, wspierającego męża, dwójkę zdrowych dzieci. Pewnego dnia wyszła pani z pracy i już do niej nie wróciła. Co się stało?

Katrina Alcorn: Moje życie rzeczywiście wyglądało jak w bajce. Jednak tylko na zewnątrz. Dzieci, owszem, były zdrowe, a obowiązkami domowymi dzieliliśmy się z mężem, ale kiedy wróciłam do pracy po urodzeniu drugiego dziecka, życie mnie przerosło. Wyczerpująca i odpowiedzialna praca, dwoje malutkich dzieci do ogarnięcia, a w weekend - trzecie, kiedy była u nas córka męża z poprzedniego związku.

Czas dramatycznie się skurczył, a ja miałam poczucie, że z niczym się nie wyrabiam i wszystkich zawodzę - moją szefową, pracowników, dzieci, męża, przyjaciół, dla których nie mam już w ogóle czasu. Bardzo szybko zaczęłam mieć objawy, które mnie niepokoiły: bezsenność, drżenie rąk, zawroty głowy, napady lęku. Na początku wydawało mi się, że się wezmę w garść.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej