Spójrz, tam stał pomnik Lenina". Może to być najwyżej mgliste wspomnienie z dzieciństwa, bo Walerij trzydziestki jeszcze nie obchodził, podobnie jak inni działacze organizacji Za Odrodzeniem Wiecznego Płomienia, która broni kultury rosyjskiej w Dyneburgu, drugim co do wielkości mieście Łotwy.

W 1991 roku ulicę Lenina przechrzczono na Ryską, po łotewsku Ri?gas iela. Rosyjskie nazwy i napisy są zakazane, choć prawie całe miasto mówi w tym języku. - Jeśli próbujesz powiesić dwujęzyczną tabliczkę, natychmiast masz problemy - mówi Walerij.

Mały park za placem budzi się z zimowego snu. Emeryci i matki z dziećmi spacerują wokół pomnika wyzwolicieli Łotwy - wielkie kamienne cyfry układają się w datę 1944, zza nich wystaje siedem filarów upamiętniających poległych bohaterów ZSRR. Pomiędzy nimi epicentrum sporu - miejsce, gdzie palił się wieczny płomień.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej