Czy ktokolwiek na świecie chciałby zarobić pałką w głowę w imię umowy handlowej ze Stanami Zjednoczonymi? W ostatnich dniach my, Amerykanie, możemy zadawać sobie to pytanie, gdy patrzymy na młodych Ukraińców bitych w Kijowie za protest przeciwko decyzji rządu o niezawieraniu umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską.

Porozumienie, które miało być podpisane 29 listopada, oferowało Ukrainie dostęp do największego rynku na świecie. Co ważniejsze jednak, dla ukraińskiej młodzieży i klasy średniej wydawało się symbolicznym zabezpieczeniem normalnego, cywilizowanego, europejskiego życia w przyszłości. Kiedy obietnicy nie dotrzymano, tysiące Ukraińców wyszły na ulice stolicy. Gdy część z nich 30 listopada zaatakowały oddziały prewencji, kolejne setki tysięcy wyszły na ulice w Kijowie i w innych częściach kraju.

Jeśli to rewolucja, to z pewnością jedna z bardziej zdroworozsądkowych w historii.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej