Tomasz Piątek nie po raz pierwszy wziął na warsztat moją skromną osobę i genetycznie zmodyfikowane organizmy (słynne GMO). Na szczęście po raz pierwszy nie pisze autorytatywnie, jak jest, i nie stara się mnie obrażać, a zamiast tego pyta. Bo, jak sam przyznaje, na GMO się nie zna. Wywołany do tablicy spróbuję na te pytania (jak sam Piątek zaznacza: dziecinne) odpowiedzieć.

Najpierw jednak odniosę się do uwagi Piątka, że Wojciech Zalewski (biolog molekularny i doktor nauk rolniczych) prowadzący blog GMObiektywnie (gmo.blog.polityka.pl) ''robi to w sposób nieobiektywny, gdyż chwali GMO''. Panie Tomaszu, jeśli ktoś coś chwali, to nie znaczy od razu, że jest nieobiektywny. Zaś co do pańskich uwag dotyczących moich publikacji: polecam ich ponowną lekturę, tym razem ze zrozumieniem.

Piątek pisze również: ''Boję się supersilnych środków chwastobójczych, którymi GMO jest pryskane''. Zdanie to jest o tyle bez sensu, że wrzuca do jednego worka z napisem ''GMO'' wszystkie odmiany roślin ulepszonych dzięki metodom inżynierii genetycznej. Tymczasem otrzymały one zupełnie odmienne cechy. Np. bawełna, którą w Indiach, Chinach i Pakistanie uprawia kilkanaście milionów drobnych rolników, sama broni się przed wieloma szkodnikami za pomocą naturalnej toksyny bakteryjnej (stosowanej również w rolnictwie ekologicznym w postaci oprysków). Podobnie jak kukurydza GMO wysiewana przez rolników w Hiszpanii, USA czy Czechach. Istnieją też odmiany odporne na susze, wirusy, zawierające więcej prowitaminy A, wytwarzające tylko jeden rodzaj skrobi (ziemniak) czy mniej ligniny (topole). Warto więc rozumieć, co kryje się pod pojęciem ''roślina GMO'', i adekwatnie go używać. Piątkowi chyba chodzi wyłącznie o odmiany odporne na środek chwastobójczy glifosat (jedna z jego handlowych nazw to Roundup).
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej