fot. Marcin StępieńNie, nie boję się, że wyrośnie mi trzecia nóżka. Boję się supersilnych środków chwastobójczych, którymi GMO jest pryskane. Ale moje obawy są wyśmiewane. I to przez bardzo szacowne redakcje.

Nie jestem biologiem. Jestem pisarzem i w sprawie GMO mogę tylko zadawać pytania, może dziecinne. Proszę Państwa, dziwi mnie intensywność, z jaką media zachwalają GMO. Zetknąłem się z tym nawet w lewicowym ''Przekroju'' i ewangelickiej ''Jednocie''. A przede wszystkim w ''Polityce''. Pismo to prowadzi blog ''GMObiektywni'', który obiektywny nie jest, bo wciąż chwali. W ''Polityce'' publikuje też Marcin Rotkiewicz, stale wychwalający GMO i Roundup (bardzo silny środek chwastobójczy stosowany w uprawach GMO - bo właśnie po to genetycznie modyfikuje się uprawy, żeby wytrzymywały Roundup).

W tym roku Rotkiewicz opublikował co najmniej sześć tekstów na ten temat. W zeszłym stworzył nawet cykl ''Fałszywi prorocy GMO'' o krytykach inżynierii genetycznej, takich jak np. Pusztai czy Seralini. Nazywa ich m.in. hochsztaplerami i lewitującymi joginami. Lubi mocne słowa, np. ekolodzy to parareligijna sekta wyznawców energii z Księżyca ''wnikającej do bydła poprzez rogi'' (kiedy to przeczytałem, wściekłem się i w ''Krytyce Politycznej'' nazwałem Rotkiewicza ''superchwastem'', co oczywiście też było naganne).
Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej