Donata Subbotko: Czyli sprowadza się pan do Polski? Na zawsze?

Paweł Pawlikowski: Tak, właśnie mam przeprowadzkę. Wracam na Mokotów, blisko miejsca, gdzie dawniej mieszkałem. Myślę, że na zawsze, chociaż znajomi mnie straszą, że nie wiem, co robię. Żyłem w kilku krajach, zachłysnąłem się światem, przejadłem i czuję potrzebę prostoty, czegoś swojskiego dookoła. Czegoś, co jest spójne i ograniczone, nie jest jakąś rozrywką, w której człowiek jest rozrywany.

W Polsce ze swojskich rozrywek mamy różne marsze pod hasłami spójności narodowej. I palimy ''pedalską tęczę'' jak światełko do nieba. Jako filmowca może pana zainteresować, że na czele największego z pochodów niesione było hasło ''Czas patriotów'', tyle że w naszej wersji Harrisona Forda zastępuje niejaki Krzysztof Bosak.

- To niepokojące, że skrajna prawica czuje się tutaj tak bezkarnie i jest tak blisko głównego nurtu polityki. Na świecie zazwyczaj lewacy robią takie rzeczy, a prawica demonstruje po cichu na przedmieściach. W Polsce prawica bierze centrum miasta. Te rozruchy narodowców są bliskie temu, co prezentuje opozycja prawicowa.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej