DUŻY FORMAT nr 46 dodatek do DUŻY FORMAT, dodatek do Gazety Wyborczej nr 262, wydanie z dnia 10/11/2003 , str. 18

W lipcu 1938 roku władze radzieckie przekazały Polsce szczątki króla Stanisława Augusta. A polskie władze, zamiast urządzić pochówek godny królewskich prochów, ukradkiem, nocą zamurowały trumnę w podziemiach kościółka w Wołczynie nad Bugiem.

Potraktowano trumnę królewską jak kukułcze jajo podrzucone przez bolszewików.

Skąd taka zaciętość wobec ostatniego króla?

Piłsudczycy mieli swoje powody, by ostatniego monarchy nie lubić. Nie dość, że bezkrytycznie przyjęli, iż król winien był upadku niepodległości, to jeszcze sami musieli zbrojnie zmagać się z konsekwencjami rozbiorów, za ich przekreślenie przelewali krew.

Stanisław August był człowiekiem oświecenia, racjonalistą. Romantyczny, nieobliczalny czyn był mu najzupełniej obcy. Piłsudczycy zaś żywili kult czynu romantycznego, był on sednem ich identyfikacji i legendy.

Kto zadecydował o złożeniu królewskich szczątków w Wołczynie?

Decyzja zapadła na najwyższych szczeblach władzy. W tej sprawie raczył się wypowiedzieć nawet marszałek Edward Rydz-Śmigły. Stwierdził, że król powinien był popełnić samobójstwo. Ale sam, rok później, gdy przegrał kampanię wrześniową, samobójstwa nie popełnił. Uciekł.

Wrócił jednak z Węgier do okupowanej Warszawy.

Wrócił, ale nie sądzę, by przyganianie innym, że nie popełnili samobójstwa, było rozumne i przyzwoite. Kościuszko, gdy przegrał insurekcję, nie targnął się na swoje życie, a tchórzem nie był. A Napoleon jadący na Elbę? Jemu też Rydz-Śmigły doradzałby palnięcie sobie w łeb? Stanisław August, jako racjonalista, nie widział żadnego powodu do odbierania sobie życia. Po pierwsze, nie miał sobie nic do zarzucenia, a po wtóre, czekało go szalenie ważne zadanie - spisanie pamiętników politycznych, danie świadectwa prawdzie i odparcie oszczerstw wrogów.

Stanisław August uważał się za monarchę nieszczęśliwego, któremu fatalna koniunktura polityczna nie pozwoliła się spełnić, ale stworzonego do wielkich dzieł.

To był jeden z najlepiej przygotowanych kandydatów na króla w dziejach Polski. Poniatowscy od dziecka szykowali go do korony. Odebrał świetne wykształcenie polityczne i kulturalne, znał doskonale kilka języków, odbył za młodu długie podróże na Zachód, posłował na carski dwór. Poznał życie kulturalne, instytucje polityczne i znaczące osobistości niemal całej Europy. Już za młodu zachwycał salony Paryża, Londynu, Wiednia, Petersburga inteligencją, ogładą i świetnymi manierami.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej