Aneta Augustyn: Jak na ciebie wołano?

Margaret Ohia: Zależy, na którym podwórku. Na afrykańskim ''oiybo pele'', człowiek bez skóry. Bo za jasna. Na polskim - bambus, Murzynek Bambo.

Złą robotę zrobił Tuwim?

- Bardzo złą. Kiedy na zagranicznych konferencjach językoznawczych czy socjologicznych opowiadam o ''Murzynku Bambo'', ludzie nie wierzą, że takie teksty mają u nas jeszcze rację istnienia. Anglicy wycofali podobnego ''Little Black Sambo'' napisanego przed ponad wiekiem, a nasz Tuwimowski ''Little Black Bambo'' od prawie stu lat w Polsce nadal bawi dzieci i dorosłych.

Nie powinien?

- To słodki obrazek nafaszerowany stereotypami: czarnoskóry to ten gorszy, który nie chce się kąpać, jest brudny, niegrzeczny, nie chodzi do szkoły. Wyczuwa się pobłażliwą wyższość białego, który próbuje ucywilizować małego dzikusa wykluczonego z dominującej wspólnoty. Nie odwołuję się do intencji Tuwima, tylko do tego, jak wierszyk jest teraz odbierany i jak bardzo kształtuje postawy wobec innoskórych. Kilka dni temu we Wrocławiu zaproszono mnie do dyskusji o tolerancji, w której brali udział także rodzice kilkulatków. Nie widzieli nic złego w tym, że ich dzieci uczą się o chłopczyku, który jest gorszy, bo czarny. Nie widzą, bo i oni wychowali się na Tuwimie, ich rodzice i dziadkowie też.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej