Jako uczeń dorabiał w jednym z londyńskich sklepów Tesco, sprzątając podłogi i rozładowując skrzynie z towarem. Jako student politechniki w Manchesterze był w tej sieci na stażu. Gdy blisko dwie dekady później, w 1997 r., został prezesem - kurs akcji zaliczał historyczne doły. Klientów o mniej zasobnym portfelu podbierały niemieckie sieci Aldi i Lidl, bogatszych kupujących przejmował brytyjski konkurent Sainsbury's.

W 2011 r., kiedy sir Terry Leahy odchodził na emeryturę, Tesco było nie tylko piątą spółką handlową świata z obrotem 60,9 mld funtów i zyskiem 2,7 mld funtów.
Pozostało 95% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej