Matura 2013. ''Gloria victis'' Orzeszkowej: wiatr rozmawia z kwiatami i drzewami o powstańczej mogiłce. W sumie nic trudnego, wiadomo, co pisać. Sprawdzam kryteria oceniania Centralnej Komisji Egzaminacyjnej. Zdałbym. Oczekiwano ''odczytania symboliki - ogromna mogiła z jednym krzyżykiem'', dostrzeżenia, że ''powstańcy poświęcili życie (ofiara)'', że ''uwznioślenie, patos'' i że ''sakralizacja (krzyż, ofiara, męczeństwo)''. Doszedłem, rzecz jasna, do samodzielnego wniosku, że ''powstańcy odnieśli moralne zwycięstwo mimo klęski militarnej''.

Dwa tygodnie później na szkolnej wycieczce uczniowie i uczennice prezentują referaty związane z odwiedzanymi miejscami. Wystąpienie o teologii ikony, odwołania i do znanego z lekcji filozofii Pseudo-Dionizego, i do czytanego na polskim Dostojewskiego. Następnego dnia ''Orientalizm'' Edwarda Saida i żywa dyskusja, jak użyć jego analiz do myślenia o polskiej historii, literaturze, a także o tekstach kultury światowej - od Herodota po ''300''. Zastanawiamy się nad naszą pozycją, nad miejscem, z którego patrzymy na świat, nad tym, w jakim stopniu to miejsce nas determinuje i czy zawsze mówimy ''z jakiegoś miejsca''. To się nie przyda na egzaminie, może dlatego angażuje, jest fascynujące, niepokojące, budujące. To, co myślimy i mówimy, ma znaczenie.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej