Rok 1863, jesienne popołudnie w Ogrodzie Saskim, tuż obok Krakowskie Przedmieście, ulica Królewska tak jak dziś; drzewa, ławeczki, alejka też takie same. Nawet twarze głównych bohaterów wydają się dzisiejsze i napięcie między nimi. Choć namalowane prawie dwa wieki temu - wciąż aktualne.

Tylko kostiumy są z innej epoki.

Ten obraz Artur Grottger namalował 150 lat temu w Wiedniu. Od 1969 r. ''W Saskim Ogrodzie'' jest częścią stałej kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie, dziesięć minut spacerkiem od miejsca akcji.

Na ''W Saskim Ogrodzie'' Grottgera występuje pięć osób i pies. Dziewczynka, może sześcio-, może pięcioletnia, jej mama, babcia i dziadek. Wszyscy są w żałobie - albo, jak to było w zwyczaju, z powodu powstania, albo z powodu tragedii rodzinnych. Tylko dziewczynka jest ubrana na biało. (W niektórych krajach, np. w Hiszpanii, kolor biały jest kolorem żałobnym, zresztą nie wiadomo, w jakim stopniu żałoba dotyczy dzieci).
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej