Agnieszka Kublik: Jaką jest pani feministką - liberalną czy społeczną?

Prof. Magdalena Środa: Raczej liberalną.

Co ma pani do zaproponowania konserwatystkom?

- ''Chodźcie z nami!'', choć wiem, że to trudne. My, liberałki, walczymy o przestrzeń dla kobiet, które chcą mieć wybór. Konserwatystki nie chcą wybierać, chcą się zdać na tradycję. Powtarzać wzorce, żeby było, jak drzewiej bywało

Nie, one wybierają: macierzyństwo, rodzinę.

- Nie wybierają, tylko zdają się na los. Liberałkom chodzi natomiast o możliwość wyboru. Jeśli ktoś siedzi w domu, wierzy w ''wieczne powołanie kobiet'', to już nie ma wyboru.

Nie siedzi w domu, haruje: zajmuje się dzieckiem, gotuje, pierze, sprząta, robi zakupy.

- Wszystkie zajmujemy się dziećmi, gotujemy, sprzątamy Tylko konserwatystki uważają, że to jest zgodne z naturą, a liberałki domagają się wyceny tej pracy lub dzielenia się nią z partnerem. Kobieta wykonuje w domu kilkadziesiąt zawodów! Jej mąż - jeden, i to on zarabia. To niesprawiedliwe

Ten pani feminizm liberalny zapomniał, że macierzyństwo jest dla kobiet ważne.

- Pewnie, że jest, ja tego nie kwestionuję, ale praca jest równie ważna.

Feminizm bardziej szanuje karierę niż macierzyństwo?

- Nie. Feminizm tylko twierdzi, że w patriarchalnym społeczeństwie mit macierzyństwa pozwala zwalać na kobiety monotonną, nieodpłatną pracę domową. Ale nie jest prawdą, że feministki nie cenią macierzyństwa, mają przecież dzieci.

Pani urodziła córkę w środę, a już w poniedziałek była w pracy.

- Co w tym takiego dziwnego? Pracowałam na uniwersytecie, wykładałam, a tego nie robi się przez osiem godzin dziennie.

A urlop macierzyński?

- Po co? Nie chciałam stracić kontaktu ze studentami, zwalać na kogoś swoich zajęć, poza tym pisałam doktorat, nie mogłam tak bez reszty poświęcić się dziecku. To zresztą trochę nudne.

Zacytuję Agnieszkę Graff: ''Siedzenie w domu to coś prawdziwego i dobrego. Jak się ma małe dziecko, to się zwalnia tempo życia, żeby się dostosować do jego potrzeb, zwolnienie tempa jest szalenie ważne, żeby nawiązać więź z dzieckiem, żeby temu dziecku było dobrze na świecie. Ta domowość ma swoją wartość. To, że się człowiek wtedy nie spieszy, nie kalkuluje, choć trochę wypada z obiegu zawodowego i społecznego, to jest bolesne, ale potrzebne''.

- Agnieszce potrzebne. Mnie - nie.

Powiedziała pani kiedyś, że narodziny dziecka to nie był przełom.

- Posiadanie dziecka traktowałam jako coś naturalnego, pracę - jako coś nadzwyczajnego. Gdy byłam zatrudniana na UW, mój szef powiedział mi: ''Żadnych dzieci, szybki doktorat''.

Dzisiaj by pani za taki tekst skrytykowała.

- Tak. Ale on to zrobił żartem. To ja potraktowałam to serio.

Słyszałam, że pani swoim studentkom też tak mówi.

- Nie. Studentki są rozsądne, rzadko kiedy rodzą przed magisterium. Zresztą urodzenie dziecka to nie jest urodzenie słonia. Z dzieckiem, nawet bardzo małym, można pracować, pisać
Pozostało 91% tekstu
To jeden z tekstów, do których dostęp mają tylko nasi stali Czytelnicy

Twoje sprawy, nasza praca. Subskrybuj za pół ceny i czytaj Wyborcza.pl

Wyborcza.pl to dziennikarze w całej Polsce. Piszemy o tym, co ważne dla Ciebie, Twojej okolicy, Polski i świata. Zyskaj dostęp do tej codziennej porcji niezbędnych informacji.