Jan Brzechwa na obrazie Celiny Sunderland z 1950 roku. Fot. Muzeum Literatury w Warszawie/EAST NEWSDonata Subbotko: ''To jest Jan Brzechwa, bajkopisarz'' - powiedział Jan Brzechwa, wskazując na podszywającego się pod niego mężczyznę, który podpisywał książki. ''Po co mu przeszkadzać? Nie przynosi mi wstydu''. Nie był Brzytwą, jak przekręcano jego nazwisko.

Mariusz Urbanek: Ci, którzy go znali, mówią o dobrym człowieku. Politycznie wredne utwory pisywał po wojnie, kiedy toczył się spór ideologiczny między emigrantami a tymi, co zostali w kraju.

''Brzechwa'' to pseudonim. Dość poetycki - brzechwą określa się opierzoną część strzały. Wymyślił mu go Bolesław Leśmian w 1916 roku, kiedy 18-letni kuzyn Jan Lesman przysłał mu swoje wiersze z Kazania, bo Brzechwa wychowywał się w Rosji. Może Leśmian bał się, że będą ich mylić, a nie był zachwycony jego twórczością. Mimo to mieli dobre relacje. Kiedy w 1918 Brzechwa przyjechał do Warszawy, Leśmian wprowadził go w krąg Ziemiańskiej, towarzystwo Franca Fiszera, świat kabaretów, dzięki czemu mógł zadebiutować i zarabiać pieniądze.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej