Jerzy Illg, wydawnictwo Znak: Chciałbym, żebyś opowiedział mi o swoich korzeniach. Skąd się wziąłeś, Ryszardzie?

Richard Lourie: Jestem spadkobiercą dziesiątków tysięcy Żydów, którzy opuścili Imperium Rosyjskie przed I wojną światową. Kiedyś, gdy pracowałem nad książką ''Russia Speaks'', przecinałem o zmierzchu pl. Czerwony. Migotały ostatnie promienie zachodzącego słońca, leżała gruba warstwa śniegu, wiał ostry wiatr, mróz przenikał do szpiku kości. Nagle, ni z tego, ni z owego zacząłem tańczyć jak jakiś szalony chasyd. Wymachiwałem rękami, kręciłem się w miejscu i dziękowałem mojemu dziadkowi ze strony ojca Nathanowi, kowalowi z Litwy, za to, że był na tyle mądry i odważny, by w porę się stamtąd wynieść. Mądry Żyd uratował nas wszystkich. Gdyby nie on, pewnie trzy razy wyzionąłbym ducha. Dopadliby mnie Rosjanie albo Niemcy, Kozacy bądź komuniści. Ktoś w końcu obdarłby mnie ze skóry.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej