Grzegorz Sroczyński: Oglądasz Jaworowicz?

 Fot. Albert Zawada Sławomir Sierakowski: Rzadko włączam telewizor.

''Do jasnej cholery, dwadzieścia lat po transformacji, a my jesteśmy potrzebni tylko wtedy, kiedy trzeba pójść do urny i wrzucić głosy'' - krzyczy wściekła kobieta z Sosnowca.

- Wściekła bo?

Blok zakładowy, w którym od zawsze mieszka, został sprzedany jakiemuś biznesmenowi za nędzne grosze. 40 mieszkań poszło za 400 tys. zł. W tajemnicy, żeby lokatorzy nie skorzystali z prawa pierwokupu.

- I to cię dziwi? Przecież to normalka. Fabryka upadła, zostały po niej jakieś bloki, a w nich ludzie, z którymi nie wiadomo co zrobić. Więc się ich sprzedaje razem z blokami. ''Nieuchronne koszty transformacji'' - taki mamy na to wygodny eufemizm. To trwa od lat.

Właśnie. Lata świetlne minęły, PKB trzy razy nam wzrosło, weszliśmy do Unii, a w programie Jaworowicz wciąż ten sam pochód ludzi skrzywdzonych przez kapitalizm. Kiedyś mnie ten program denerwował, bo uważałem, że jest populistyczny. A dziś jest mi po prostu wstyd, że takie rzeczy wciąż się dzieją.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej