Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta''Ludzie przez tysiące lat radzili sobie na starość bez państwa i tym bardziej mogą sobie poradzić teraz, gdy jesteśmy wielokrotnie bogatsi niż w poprzednich wiekach''. Czytam to zdanie raz, drugi i trzeci. I nie dowierzam. A jednak Witold Gadomski, mój redakcyjny kolega i jeden z najlepszych dziennikarzy ekonomicznych, właśnie to napisał w tekście ''Nie zostawiajmy emerytur politykom'' (''Magazyn Świąteczny'', 6-7 marca). Powiedzieć, że się z tym artykułem nie zgadzam, to mało. Mnie on przeraził.

Przez tysiące lat radziliśmy sobie bez państwa i państwowych emerytur. To prawda. Radziliśmy też sobie bez penicyliny i takich fanaberii jak prawa człowieka.

Potem zapragnęliśmy nieco przemeblować dość bezwzględny świat. Powiedzieliśmy sobie na przykład: oto są wśród nas tacy, którzy harowali, wychowywali dzieci, teraz są schorowani i nie mają sił. Pomożemy im. My - pracująca reszta - odłożymy część naszych dochodów do wspólnego worka i będziemy z tego wypłacać zapomogi. W ten sposób w XIX wieku powstały pierwsze kasy zapomogowe. Pomysł przejęło państwo i wprowadziło powszechny system emerytalny.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej