W zeszłą sobotę ojciec Maciej Zięba wyjaśnił w ''Gazecie'', dlaczego jest przeciwnikiem związków partnerskich. Tekst ten czytałem z prawdziwą ulgą: wreszcie prawa strona powiedziała coś w tej sprawie ludzkim głosem. Bez obrażania gejów i lesbijek. Bez oskarżania ''lobby homoseksualnego'' o niecne zamiary. Kraina łagodności.

Doczytałem tekst do końca i zrozumiałem, jak ojciec Zięba tej sztuki dokonał - otóż w całym swoim wywodzie ani razu nie użył takich słów jak ''gej'', ''lesbijka'' czy ''homoseksualizm''. Udało mu się TEN temat pracowicie ominąć. Tak jakby ustawa o związkach partnerskich TEGO nie dotyczyła.

Ojciec Zięba pisze wyłącznie o związkach partnerskich heteroseksualnych. Boi się, że mogą uderzać w słabszych członków naszego społeczeństwa. Przede wszystkim w kobiety, których pozycja wobec mężczyzn bardzo się osłabi, bo łatwiej będzie je porzucić. Podobnie jak solidne etaty na rynku pracy są zastępowane przez umowy śmieciowe, tak samo solidne małżeństwo może zostać wyparte przez luźniejsze związki partnerskie.
Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej