''Kazakhstan is the best country in the world'' - śpiewał na melodię amerykańskiego hymnu brytyjski komik Sacha Baron Cohen, wcielając się w rolę Borata. Ten tajemniczy przybysz z Kazachstanu, głupek i prostak, rozdaje amerykańskim senatorom ser z mleka z ''cycków swojej mamusi'' i chwali się, że jego siostra jest najlepszą prostytutką w kraju.

Komik bardziej niż Kazachów - w filmie nie występuje ani jeden prawdziwy reprezentant tej nacji, Borat ciągle krzyczy po polsku: ''Jak się masz?!'', a zdjęcia kręcone były w wiosce rumuńskich Romów - obnaża ignorancję Amerykanów. Kazachstan w ''Boracie'' jest mniej więcej tym, czym była Polska dla sztuki o królu Ubu Alfreda Jarry'ego - dalekim, mało ważnym krajem, o którym nikt nic nie wie, więc można o nim powiedzieć wszystko.

A oto opis Kazachstanu, jaki jesienią 2010 r. zamieścił w w ''Guardianie'' nasz były prezydent Aleksander Kwaśniewski...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.