Sobota, 16 grudnia 1922 roku

To miał być dla wybranego przed kilku dniami prezydenta Gabriela Narutowicza pracowity dzień. Najpierw wizyta u kardynała Kakowskiego, a potem otwarcie Salonu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.

''W przedsionku wystawy zgromadzona była liczna publiczność. Zauważyłem posła angielskiego, włoskiego, czechosłowackiego, bułgarskiego, rumuńskiego i wiele innych osób z dyplomacji'' - wspominał Jan Skotnicki, malarz, dyrektor w departamencie kultury i sztuki w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego.

Dwie minuty przed południem Skotnicki zobaczył wchodzącego Eligiusza Niewiadomskiego, malarza, krytyka sztuki i byłego kierownika wydziału malarstwa i rzeźby w Ministerstwie Kultury i Sztuki.

Przecisnął się przez tłum dyplomatów i zapytał Skotnickiego: - Cóż to za uroczystość? Na kogo tak czekacie?

Kiedy usłyszał, że czekają na prezydenta, uśmiechnął się. - To ten człowiek? - zapytał, wskazując na wchodzącego właśnie do Zachęty Narutowicza. I poszedł do sal wystawowych, gdzie wisiał też jego obraz.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej