WOJCIECH ORLIŃSKI: Pańska książka "Hitlerland" pokazuje niesamowite przeoczenie amerykańskich korespondentów z Berlina. Przez prawie całe lata 20., między puczem monachijskim a Wielkim Kryzysem, w ogóle nie pisali o Hitlerze.

ANDREW NAGORSKI: Pierwszym, który widział się z Hitlerem, był korespondent Hearsta Karl von Wiegand. Spotkał go w 1921 r., ale napisał rok później, bo wreszcie miał powód. Mussolini przejął władzę we Włoszech i pojawiło się pytanie, czy w Niemczech też znajdzie się jakiś mini-Mussolini.
Pozostało 97% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej