Tuńcio, Tupeczek, mój Tatuńcio. Ale nazywałam go też Tupek, Tusiek albo Tunieczek, a wyjątkowo - nawet i Tato. Szczupła sylwetka, wiecznie zamyślony - może i jakoś zatroskany? Wąska, trójkątna twarz, skłębione, krzaczaste brwi, dodające mu niezwykłej powagi i pozorów surowości. Surowy? Mój dowcipny Tupeczek, wciąż rozchichotany jakimś wewnętrznym bulgotem śmiechu? Ależ skąd! Chociaż to prawda: wciąż rozwiązywał skomplikowane problemy matematyczne, co nadawało jego twarzy wyraz jakiejś lodowatej akuratności.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej