Fot. Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta


Grzegorz Sroczyński: Zatrzymujesz ten tramwaj i co?

Dorota Wellman: Zakładam czapkę, biorę teczkę z kanapką i mówię do pasażerów: "Ten tramwaj dalej nie pojedzie. Przyłączamy się do strajku".

Masz pietra?

- Gigantycznego. Że mnie zgnoją, wdepczą w grunt.

Jest też scena w stoczni?

- Tak. Robię tam najzwyczajniej na świecie rozpierduchę razem z koleżankami Pienkowską i Walentynowicz. Stoczniowcy dostali po 1500 zł podwyżki i zaczynają się rozchodzić.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej