Nikt nie likwiduje instytucji małżeństwa, tylko wprowadza dodatkową formę rejestracji związków dla tych hetero- i homoseksualnych ludzi, którzy małżeństwa zawrzeć nie chcą lub nie mogą - zwraca uwagę socjolożka. Na zdjęciu - maj 2012, Marsz Równości w Krakowie. FOT. JAKUB OCIEPA/AG

Pierwszy problem z ''chłodną'' argumentacją Flisa polega na tym, że autor przez niemal cały czas przemawia z pozycji obiektywnego obserwatora zjawisk społecznych, choć jest publicystą zaangażowanym. Dopiero pod koniec tekstu otwarcie staje w szeregu przeciwników rejestracji związków partnerskich: ''Łatwo jest dojść do wniosku, że druga strona sporu dąży do zniszczenia wszystkiego, w co wierzymy''.

Jako zwolenniczka wprowadzenia do polskiego prawa instytucji związków partnerskich chętnie dowiedziałabym się, w co wierzą ich przeciwnicy oraz czy i jakie dają prawo innym do tego, by wierzyli w coś innego. Czy dopuszczają do siebie świadomość, że ich system wartości to tylko (i aż) jeden z systemów wartości? Przecież nikt nie likwiduje instytucji małżeństwa, tylko wprowadza dodatkową formę rejestracji związków dla tych hetero- i homoseksualnych ludzi, którzy małżeństwa zawrzeć nie chcą lub nie mogą. Dla przeciwników związków partnerskich nic się nie zmieni - nadal będą mogli zawierać małżeństwa. Własnym przykładem udanego i trwałego pożycia najskuteczniej zachęcą heteroseksualne kobiety i mężczyzn do podążenia małżeńską ścieżką.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej