Marian Pilot: - Nasłuchałem się niedawno w pociągu! Do mojego przedziału dosiadł się zażywny gość, na oko główny księgowy. Może handlowiec, marketingowiec jakiś. Inteligent, jednym słowem, rozmowny, kontaktowy, serce na dłoni. Zeszło na Jedwabne. Powiada on: ''Tyle huku o stodołę. A to przecież nie Polacy palili. To chłopi''.

Grzegorz Sroczyński: Rozwinął tę myśl?

- ''Ja, panie, z tamtych stron pochodzący, tam ludzie prawdę znają. Polak do czegoś takiego ręki by nie przyłożył. A chłopu dać zapałkę i nieszczęście gotowe. To te chamy niemyte, ciemne bydło ze wsi, narodowi na cały świat smrodu narobiło''. Jednym słowem, chłop to nie Polak. Może nie człowiek nawet.

I skąd to?

- Z historii. Koszmarne echo siedemnastowiecznych sarmackich teorii. Polakiem jest szlachcic, wiodący ród z plemienia Sarmatów, którzy w niepamiętnych czasach najechali kraj nad Wisłą, ujarzmiając podbitą ludność. Kompletna bujda, ale o jakiej sile rażenia! Zbrojna w sarmacką wiarę szlachta zdołała sterroryzować poddanych, sprowadzając ich do poziomu niewolników, helotów, chłopów właśnie - rosyjskie słowo ''chołop'' jeszcze dziś oznacza sługusa. Sarmacka niewola przechodziła wszelkie wyobrażenia, upośledzenie chłopa - nie powiem polskiego chłopa, chłop nie miał narodowości żadnej - było dosłownie bezgraniczne.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej