fot. Bartosz Stawiarski Fragment wystawy ''Nowa Sztuka Narodowa''.

Grzegorz Sroczyński: Jak się ogląda waszą wystawę, to zęby bolą.

Sebastian Cichocki, Łukasz Ronduda: Zęby? Tego jeszcze nie słyszeliśmy. Publiczność bolały dotąd inne części ciała, od gałek ocznych po serca. Z różnych powodów. Ktoś przeżył autentyczne religijne wzruszenie, kiedy przechodził między dłońmi Chrystusa ze Świebodzina. Są naturalnej wielkości, widać stygmaty.

Wy tę wystawę zrobiliście dla żartu?

- Nie. Na serio.

Tylko po co? Po co w Muzeum Sztuki Nowoczesnej pokazywać sztukę prawicową: pomniki smoleńskie, mural namalowany przez kiboli, film Ewy Stankiewicz, obraz malarza Dowgiałły pod tytułem "Smoleńsk" i cały ten pseudopatriotyczny kicz?

- Pokazaliśmy zjawiska, które dotychczas były przez instytucje sztuki marginalizowane. My nie nazywamy tego sztuką prawicową. Wystawa nosi podtytuł: "Realizm narodowo-patriotyczny w Polsce XXI wieku". Uważamy, że taki nurt w polskiej kulturze jest bardzo silny, w dodatku ta sztuka ma moc mobilizacyjną, konsolidującą różne grupy.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej