Dorota Wodecka: Jesteśmy chamami?

Prof. Jacek Wasilewski: Mentalnie na pewno, choć już nie tak jak 20 lat temu. W dzisiejszej strukturze społecznej coraz większy udział mają pokolenia, które są w kontakcie ze wsią przez dziadków, a nie przez rodziców, ale to nie znaczy, że ich mentalność się radykalnie zmieniła. Taka zmiana jest niemożliwa w ciągu jednego pokolenia.

Polacy się zwykle oburzają, jak ktoś śmie ich do wsioków zaliczać. Przecież wszyscy to paniska pełną gębą, a nie jakaś słoma z butów, że się posłużę obelżywym stereotypem. Widzę to szczególnie we Wrocławiu.

- Na Ziemiach Odzyskanych mit utraconej szlacheckości był szczególnie silny. Wszyscy pozostawiali na wschodzie dworki, hektary ziemi, a każdy, kto przybył z Kresów, był co najmniej zarządcą albo nawet dziedzicem. Chłopem? W życiu! Tymczasem w społeczeństwie II Rzeczypospolitej dominowała warstwa chłopska, i to w liczbach bezwzględnych, a tych proporcji nie zmieniło Dwudziestolecie międzywojenne. Prawie 60 proc. społeczeństwa polskiego przed wojną to ludność rolnicza, a jeśli dołożyć mieszkańców wsi, którzy nie uprawiali ziemi, ale byli związani z rolnictwem, jak np. drobni wiejscy kupcy, to okaże się, że ludność rolnicza i wiejska stanowiły blisko 70 proc. społeczeństwa. Tylko kilka miast miało wielkomiejski charakter - Kraków, Lwów, Warszawa, Poznań. Duża część ludności klasyfikowanej jako miejska mieszkała w miasteczkach liczących ok. 5 tys. mieszkańców. Nie były to centra kulturowe i w zasadzie specjalnie od wsi się nie różniły. II Rzeczpospolita była żywiołem wiejskim.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej