Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Grzegorz Sroczyński: Z jakiego jesteś domu?

Sławomir Sierakowski: Nie będę opowiadał o domu.

Bo?

- Bo wszyscy o tym opowiadają. Czy ja jestem celebrytą, żeby roztrząsać publicznie swoje dzieciństwo?

Jesteś.

- Nie.

W sztuce "Sierakowski" pokazywano nawet, jak ratujesz świat przed Marsjanami.

- Nie oglądałem tej sztuki.

''Sierakowski'', spektakl Komuny Warszawa.

Rodzina inteligencka? Robotnicza?

- Zwykła peerelowska klasa średnia. Siódme piętro w bloku.

Kim była mama?

- Pracowała w zakładach Polam imienia Róży Luksemburg.

Tata?

- Pracował w Polskich Nagraniach albo gdzieś. Nie wiem dokładnie. Jestem jedynakiem samotnie wychowywanym przez matkę.

Biednie było?

- Zwyczajnie, jak to za komuny.

Szczęśliwie?

- Słuchaj, naprawdę, jakie to ma znaczenie? Te wszechobecne opowieści o dzieciństwie to kolejny towar w urynkowionym do cna świecie. Nie chcę się w to wpisywać. Pogadajmy poważnie.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej