Jak się kasuje bilet?

- Tu pracują ludzie, których inni pracodawcy nie potrzebują - mówi siostra Małgorzata Chmielewska ze Wspólnoty "Chleb Życia"

JUSTYNA KOPIŃSKA: Różnicie się od innych organizacji pomocy?

SIOSTRA MAŁGORZATA CHMIELEWSKA: ?bo nie uważamy, że ci ludzie potrzebują opieki. Nie mamy "podopiecznych". Mieszkamy i żyjemy razem.

Siostra też?

- Z kilkunastoma osobami mieszkam w wiosce Zochcin w Świętokrzyskiem. Mamy przetwórnię owocowo-warzywną i siedem drewnianych domków. Mieszkam w jednym z nich z autystycznym chłopcem, którego porzucili rodzice. Jestem jego opiekunem prawnym. Prowadzimy też sześć domów dla bezdomnych i siódmy dla niepełnosprawnych. I dom dla matek z dziećmi. Mieszka u nas ponad pięćset osób. I jest świetlica w Nagorzycach dla pięćdziesięciorga dzieci. Zrobiliśmy tor rowerowy, boisko piłkarskie.

Siostra gra z nimi?

- Raz zaserwowałam i trochę im szczęka opadła. Niestety, nie mam na to czasu, ale uwielbiam patrzeć, jak oni grają. Dzieciaki szaleją na torze rowerowym. Czasami go dewastują, bo to wyjątkowo ostry tor. Mamy tylko jeden rower do zjazdów, więc stoją w kolejce. Kaski już kupiłam. Chcemy stworzyć miejsca, w których ludzie będą po prostu szczęśliwsi.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej