FOT. SEBASTIAN OLEKSIK / OLEKSIK.COM

Grzegorz Sroczyński: Dla kogo ten dom?

Przemek Kaczkowski: Dla pary 60-latków. Chcieli domu, w którym wygodnie im będzie mieszkać na starość. Postawili jeden warunek: ma w nim nie być ani jednego schodka.

Ola Targońska: To moi rodzice. Wcześniej mieszkali w bliźniaku, który zbudowali w latach 80. Rękodzieło, sami go klecili. Tata musiał się nawet fikcyjnie zatrudnić w cegielni, żeby wydębić przydział cegieł. Trzy piętra w górę, mnóstwo schodów. Uświadomili sobie, że za parę lat to będzie kłopotliwe.

Dlaczego domy jednorodzinne w Peerelu budowano w górę?

O.T.: W przypadku moich rodziców wymusiła to wąska działka.

P.K.: Powody były różne. Wielu ludziom taki dom wydaje się bardziej wystawny i bezpieczny. Nikt do sypialni nie wejdzie przez okno.

Dzisiaj też tak jest?

O.T.: Wciąż budujemy domy za duże. W czasie projektowania następuje eskalacja potrzeb. Moim ideałem są domy skandynawskie - starannie zaprojektowane, nie ma w nich niczego niepotrzebnego, powierzchnia: 90-120 m kw. Dzięki temu ludzie nie oddalają się tak od siebie, żyją w rodzinie.
Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej