Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta Rok 1995, Zygmunt Solorz, właściciel Polsatu, pierwszej wówczas ogólnopolskiej prywatnej telewizji.

- To burak - mówi wytrawny znawca polskiego biznesu i biznesmenów. - I kutwa - dodaje. - Obiad je najchętniej w restauracji U Mikulskich w Wiązownie. Zupa pomidorowa, kotlet schabowy, kompot. Wyjmuje gruby zwitek banknotów jak jakiś cinkciarz i płaci - 30 zł. Zupełnie bez klasy. Tyle Kulczyk daje napiwku, i to nie w złotych, ale w euro. Na wszystkim oszczędza. Ten jego Polsat nawet kolory ma rozmazane. Nie da się tego oglądać. Ale w biznesie ma genialną intuicję i jest niesłychanie skuteczny. Początki miał nieciekawe, ale dziś to na pewno jeden z najwybitniejszych polskich przedsiębiorców.

W ubiegłym roku Zygmunt Solorz-Żak za 18,1 mld zł przejął Polkomtel. Była to jedna z 20 największych tego rodzaju transakcji w Europie. Dotychczas Solorz kojarzył się wyłącznie z Polsatem. Dzięki przejęciu Polkomtela stał się rozgrywającym na rynku telekomunikacyjnym. Ale jego imperium jest zadłużone jak nigdy wcześniej. A konkurenci to wielkie zagraniczne korporacje.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej