W 2005 r. w amerykańskim miasteczku Milford w stanie Connecticut pewna babcia postanowiła postawić w ogrodzie basen dla swoich 14 wnucząt. W pobliżu, na miejskich gruntach, rosło kilka drzew orzesznika, a ponieważ jeden z wnuczków miał silną alergię na orzechy, babcia wystosowała pismo do ratusza. Bała się, że zbłąkany orzech wpadnie do basenu, wnuczek go zje, a potem zginie bezsensowną śmiercią. Burmistrz bał się pozwu, więc nakazał wyciąć stare, piękne drzewa.

To nie żart. Ta historia wydarzyła się naprawdę. Opowiedziała mi ją Lenore Skenazy , nowojorska dziennikarka, matka dwóch nastolatków, którą okrzyknięto Najgorszą Matką Ameryki tylko za to, że pozwoliła dziewięcioletniemu synowi przejechać się samodzielnie metrem z Manhattanu na Brooklyn. Chłopiec bezpiecznie wrócił do domu, zachwycony sukcesem. Skenazy, dumna mama, opisała wszystko w lokalnej gazecie, czym wywoła burzę. Przez kilka dni była gościem telewizji, tłumacząc się z "zaniedbania", "braku odpowiedzialności" i "bezmyślności" - żeby wymienić tylko łagodniejsze zarzuty. Kiedy fala wzburzenia opadła, wstrząśnięta atakiem "idealnych matek" Skenazy zaczęła prowadzić blog "Dzieci wolnego chowu: czyli jak dać dzieciom wolność, którą sami mieliśmy, i nie zamartwić się na śmierć", potem wydała książkę, a dzisiaj prowadzi program o alternatywnym rodzicielstwie na Discovery i jeździ z wykładami.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej